[...] Dyrektorka oprowadza cię po Akademii. Przyszedłeś w innym terminie niż dni otwarte, i kampus wydaje się opustoszały. Jest tu trochę strasznie, i masz mnóstwo pytań, na przykład dotyczących tamtej sylwetki w oknie, jednak przez wrodzoną grzeczność zatrzymujesz je dla siebie. Stajecie przed wielkimi drewnianymi drzwiami, po czym kobieta wskazuje na nie głową:
-Tam znajdziesz sekretarkę, ona oprowadzi cię po Akademikach i Stajniach, ja muszę wracać do obowiązków.- Uśmiecha się miło, jednak ciebie to nie pociesza. Nerwowo poprawiasz rękaw swetra. Patrzy się na ciebie, jakby pilnowała że wchodząc przez drzwi nie zrobisz krzywdy sobie lub komuś. Gdy tylko je uchylasz, odwraca się po cichu i odchodzi. Szybko wślizgujesz się do pomieszczenia, chowając się przed chłodem. Poranki w Walii, nawet w lato, są naprawdę zimne. Przed sobą widzisz starszą kobietę siedzącą przed biurkiem. Jest tak pochłonięta czytaniem papierów, że chyba cię nie zauważyła.
-Przepraszam...- zaczynasz, jednak ona nie pozwala ci dojść do słowa. Gdy tylko podnosi głowę, uśmiecha się ciepło, i mówi:
-Witaj kochaneczku. Nazywam się Renee. To ciebie miałam oprowadzić? - na to pytanie twierdząco kiwasz głową. Kobieta mierzy cie spojrzeniem, po czym kiwa na ciebie ręką, żebyś podszedł bliżej.
- Zanim zaczniemy zwiedzać, chciałabym dać ci kilka przyjacielskich porad. Nie wychodź na korytarze po północy. Unikaj wchodzenia w korytarze których wcześniej nie widziałeś, i najważniejsze- pilnuj się w lesie.- odsuwa się, a na jej twarz momentalnie wraca swobodny półuśmiech. Szybko wychodzi zza biurka, i będąc już kilka metrów dalej, macha na wciąż skamieniałego ciebie:
-Pośpiesz się, tedy w stronę stajni!- Wzdrygasz się i ruszasz za nią.
Nie wiesz, czy chcesz tu wracać na rok szkolny. Ale zdajesz sobie sprawę, że i tak to zrobisz.
---